„Ale mam zakwasy”… Czy to poprawne określenie?

Jakie słowo najczęściej słyszymy po udanym treningu? Myślę, że jedne z nich to własnie słowo „zakwas” ale to nie ten co dodajemy do chleba lecz proces zachodzący w naszym organizmie. Lecz niestety często używamy go nad wyraz. Bo to nie „zakwasy” lecz DOMSy powoduje bolesność po wysiłkową.

 

Na samym początku…
Musimy dać sobie sprawę czym są „zakwasy” oraz DOMSy. Określenie nazywane słowem „zakwasy„ występuje w sytuacji obniżenia pH naszego środowiska komórkowego zazwyczaj wynikająca z beztlenowej pracy naszego ciała w wyniku produkcji kwasu mlekowego. Czyli robiąc ciężki trening biegowy w pewnym momencie czujemy nagły spadek naszej mocy, zaczynamy łapać powietrze, a nasze łydki stają się coraz bardziej napięte – to właśnie wtedy możemy powiedzieć że mamy „zakwasy”.

Inna sytuacja ma miejsce kiedy odczuwamy tą bolesność dopiero po jakimś czasie, zazwyczaj na drugi dzień. Hmm, czyżby to kwas mlekowy? No nie koniecznie bo przecież on to już dawno został zneutralizowany w naszej wątrobie, to co to takiego? No i właśnie wtedy wkracza nasz drugi bohater czyli DOMS (delayed onset muscle soreness). Jest to po wysiłkowa bolesność spowodowana mikro urazami naszych tkanek wydzielając tym samym metabolity powodując podrażnienie komórek nerwowych. A tym samym sygnał do naszej centrali, że coś się wydarzyło. To właśnie wtedy czujemy jak by po naszych mięśniach przejechał walec, a każdy ruch nie należy do najprzyjemniejszych.

Co wtedy robić?
By najlepiej pozbyć się bolesności warto pamiętać o stretchingu jak i rollowaniu po treningu czyli nie zaniedbywać profilaktyki. Oczywiście nawodnienie oraz odpowiedni posiłek to podstawa. Warto zadać sobie pytania nad ewentualną modyfikacją ćwiczeń albo ilości seri czy też powtórzeń.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *